Jak wygląda studiowanie na koreańskiej uczelni (z perspektywy Polki)

Jeśli ktoś kiedyś zadał sobie pytanie, jak wygląda studiowanie na koreańskiej uczelni i czy jest trudniej niż w Polsce, to właśnie w tym poście chciałabym przedstawić różnice, które udało mi się zaobserwować jako studentka z Polski przebywająca na rocznej wymianie na koreańskiej uczelni. Od razu jednak chciałabym zaznaczyć, że różnice, które zaobserwowałam, są to różnice wynikające z uczelni polskiej i koreańskiej, na której osobiście studiuję, i mogą się różnić w zależności od tego, na jakiej uczelni ktoś z Was studiuje.

Zaczynając od największej różnicy, jaką udało mi się zaobserwować, to jest to fakt, że semestr na koreańskiej uczelni jest podzielony na dwa etapy: czas tak zwanych egzaminów śródsemestralnych (mid-term exams) i egzaminów końcowych (final exams). Na polskiej uczelni najczęstsza sytuacja jest taka, że piszemy tylko końcowy egzamin w sesji bądź kolokwium. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale jest to najbardziej standardowy scenariusz. W Korei jest trochę bardziej intensywnie, ponieważ w połowie semestru musimy zaliczyć egzamin śródsemestralny (mid-term exam), który jest w formie egzaminu, prezentacji czy nawet zdarzył mi się raz egzamin w formie wywiadu – wszystko w zależności od rodzaju zajęć i prowadzącego. Na sam koniec pisany jest egzamin końcowy (final exam), który też przyjmuje różne formy w zależności od formy zajęć i prowadzącego.

Dodatkowo zauważyłam, że Koreańczycy preferują naukę w kawiarniach bądź na uczelni bardziej niż w domu. W okresie egzaminów śródsemestralnych i końcowych wręcz niemożliwe jest, aby z łatwością znaleźć miejsce w kawiarni. W tym okresie studenci potrafią od rana do wieczora się uczyć. Sama pamiętam, jak raz szukałam około 30 minut miejsca w kawiarni. Spotkałam się również z tym, że w tym okresie dużo kawiarni otwiera dodatkowe piętra przeznaczone właśnie do nauki. Do teraz zastanawia mnie ten fenomen preferowania nauki w kawiarni z tego względu, że mi osobiście lepiej uczy się w domu, gdzie mam spokój i ciszę, bo nie oszukujmy się, w takich kawiarniach mimo wszystko jest głośniej. Kiedyś dostałam odpowiedź od jednej mojej koleżanki, że dla niej osobiście większą motywacją do nauki jest to, że wyda już pieniądze na kawę w kawiarni, ale nie jestem pewna, czy taką motywacją kierują się tutaj wszyscy. Jeśli macie jakieś własne spostrzeżenia związane z nauką Koreańczyków w kawiarniach, dajcie znać.

Zdjęcie nauki na egzamin w koreańskim stylu, czyli w kawiarni

Źródło: Zdjęcie własne

Na końcową ocenę składa się dużo więcej elementów w porównaniu z polską uczelnią. Poniżej znajduje się przykładowa lista elementów, które składają się na ocenę końcową z danego przedmiotu.

Na zajęciach dość popularne jest też częste pisanie esejów, na przykład na temat naszych wrażeń z danego tematu. Zdarzyło mi się nawet, że z jednego przedmiotu musiałam przesyłać cotygodniowy komentarz na minimum 200 słów na temat tego, co zainteresowało mnie w danym temacie i jakie są moje spostrzeżenia. Dlatego osobiście uważam, że to, że często mówi się, iż Koreańczycy dużo się uczą, wynika właśnie z formy zaliczenia i tego, że w skład oceny końcowej wchodzi bardzo dużo elementów, a nie – tak jak często w Polsce – sam egzamin końcowy.

Występuje tutaj również inna skala ocen. W Polsce mamy do czynienia z 5-stopniową skalą (2 – niezaliczenie, 5 – najwyższa ocena). W Korei mamy do czynienia ze skalą ocen od F do A+, gdzie F oznacza niezaliczenie, a A+ to najwyższa ocena. Poniżej znajduje się sposób przyznawania ocen, który występował na uczelni, na której uczęszczałam. Jak można zauważyć, zaliczenie zaczyna się od 61%, gdzie w Polsce zaczyna się ono najczęściej od 51%. Z tego względu mam pytanie do Was: czy uważacie, że koreańska skala jest bardziej surowa niż ta w Polsce?

Źródło: 2024_UOS Partner Information_Web_20241104

Kolejna zauważona różnica to długość zajęć. W Polsce taki standardowy czas trwania zajęć to dwie godziny lekcyjne, czyli 1,5 h. W Korei zajęcia, na które uczęszczałam, trwały prawie 3 godziny i uwzględniały dwie 10-minutowe przerwy. Przykładowo, jeśli zajęcia zaczynałam o 9, to kończyłam je o 11:50. Szczerze się przyznam, że na początku była to dla mnie bardzo trudna do zaakceptowania różnica, ponieważ dość ciężko było mi wytrzymać prawie 3 godziny w klasie, gdy byłam przyzwyczajona do 1,5 h. Teraz jest to dla mnie dość normalna sprawa, ale trochę zajęło mi czasu, aby się zaadaptować.

Nie istnieje również grupa dziekańska. W Polsce najczęściej jest tak, że należymy do danej grupy dziekańskiej i spotykamy dane osoby aż do zakończenia studiów. W Korei wygląda to zupełnie inaczej, bo nie ma grup dziekańskich. Uczelnia wyznacza termin dla danego kierunku do zapisania się na przedmioty, który działa na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”, a przedmioty są wybierane według preferencji. Bardzo rzadko zdarza się więc, że spotkamy jedną i tę samą osobę na każdym wybranym przedmiocie.

Zdjęcie maskotki uczelni

Źródło: Zdjęcie własne

Może ktoś kiedyś zaobserwował, że dana uczelnia koreańska jest kojarzona z daną maskotką, np. z tygrysem czy orłem? Wynika to z faktu, że każda uczelnia posiada swój symbol i kolor. Dla przykładu kolorem mojej uczelni był kolor niebieski a maskotką jastrząb. Z tego względu bardzo popularne są tutaj sklepiki z merchem uczelnianym, takim jak bluzy, podkoszulki, długopisy, zeszyty, kubki, parasolki, naklejki, skarpetki czy wiele, wiele innych rzeczy. Na mojej uczelni można było nawet kupić kosmetyki z nazwą uczelni. Często na takich rzeczach prezentuje się maskotka uczelni. 

Zdjęcie sklepiku z merchem uniwersytetu

Źródło: Zdjęcie własne

Zauważyłam również, że dana dzielnica często kojarzona jest z konkretną uczelnią. Przykładowo, jeśli mówiłam, że mieszkam na Anam, to ludzie często pytali mnie, czy studiuję na Korea University, bo to właśnie ta dzielnica znajduje się przy tym uniwersytecie i dużo restauracji jest dedykowanych studentom z tej uczelni. Spotkałam się nawet z tym, że siłownia znajdująca się na Anam oferowała zniżki dla studentów z Korea University. Inne dzielnice, które zauważyłam, że są kojarzone z daną uczelnią, to na przykład Sinchon z Yonsei University czy Hoegi z Kyunghee University.

Zdjęcie dzielnicy Anam, na której można zauważyć powywieszane plakaty reklamujące Korea University

Źródło: Zdjęcie własne

Koreańczycy mają również duże poczucie przynależności do grupy, więc bardzo popularne są tutaj koła zainteresowań zwane 동아리 (dongari). Moje spostrzeżenie jest takie, że różnią się one troszkę od tych naszych kół w Polsce. W Polsce dużą przewagę stanowią koła naukowe, gdzie swoją działalnością próbujemy poszerzać naszą wiedzę, jak i dzielić się nią z innymi. Tutaj w kołach bardziej chodzi o to, by wraz z innymi osobami robić rzecz, która jest naszym zainteresowaniem. Przykładowo, jeśli lubimy fotografię, to należymy do koła fotograficznego, jeśli piłkę nożną – do koła piłki nożnej, a jeśli taniec – do koła tańca. Prawda jest taka, że nawet jeśli interesuje nas wspinaczka czy gra w karty, to możemy należeć do takiego koła. Może kojarzycie tę sławną koreańską grę planszową Go (바둑)? Na mojej uczelni istnieje specjalne koło poświęcone właśnie tej grze.

Zdjęcie kampusu

Źródło: Zdjęcie własne


Jeśli miałabym jednym zdaniem opisać kampus uczelni koreańskiej, to powiedziałabym, że jest to wielki kampus, na którym znajduje się wszystko, co potrzebne. Oprócz budynków, gdzie odbywają się zajęcia, jest dużo miejsc do nauki – od bibliotek po specjalne study lounge. Dodatkowo znajduje się tam wiele convenience store typu 7-Eleven czy CU, drukarnie, księgarnie, restauracje, stołówki i, co najważniejsze, wiele kawiarni. Koreańskie kampusy, z tego co zaobserwowałam, są zbudowane tak, aby student miał wszystko, co potrzebne pod ręką. Potrzebujesz coś wydrukować? Jest drukarnia pod ręką. Potrzebujesz książek na zajęcia? Jest do dyspozycji księgarnia. Potrzebujesz coś szybko zjeść albo wypić kawę? Jest przecież duża oferta restauracji i kawiarni. Na mojej uczelni jest nawet bank, w którym można bezproblemowo założyć koreańskie konto bankowe. Wiem, że w Polsce też mamy do czynienia z wielkimi kampusami, ale osobiście uważam, że te koreańskie są dużo wygodniejsze, bo tutaj naprawdę można znaleźć wszystko, co potrzeba. A jeśli czegoś nie ma na kampusie, to dzielnice znajdujące się obok uczelni również są tak skonstruowane, aby miały wszystko, co potrzebne. Sama z doświadczenia mogę powiedzieć, że jeśli czegoś potrzebowałam, nawet ubrań, to nie musiałam jechać specjalnie na Hongdae czy Myeongdong, bo miałam wszystko obok uczelni, często nawet w rozsądniejszych cenach niż w tych typowo turystycznych miejscach.

Zdjęcie zapowiadające festiwal na uczelni

Źródło: Zdjęcie własne

Na sam koniec powiem trochę o festiwalach. Jeśli zastanawiacie się, czy na koreańskich uczelniach jest festiwal typu naszych Juwenaliów, to oczywiście jest! Różnica jest taka, że polskie Juwenalia przypadają zawsze na wiosnę, a koreański festiwal odbywa się dwa razy w roku – raz w semestrze letnim, a raz w zimowym. Dodatkowo każda uczelnia nazywa taki festiwal własną nazwą. To właśnie na tych festiwalach popularne są występy k-popowych idoli. Sama miałam przyjemność zobaczyć Apink, Bibi czy Kiss of Life. Dodatkowo wstęp na taki festiwal dla studentów danej uczelni jest darmowy – jedyne, co trzeba zrobić, to potwierdzić, że jest się studentem tej uczelni. Oczywiście osoby spoza uczelni również przychodzą posłuchać swoich ulubionych idoli, z tą różnicą, że nie dostaną się pod główną scenę, ponieważ nie są studentami uczelni, ale z daleka mogą obserwować występ. 

Zdjęcie z występu Keyveatz podczas festiwalu

Źródło: Zdjęcie własne

Dodatkowo podczas takich festiwali dostępna jest masa budek z jedzeniem czy napojami, a także różnymi atrakcjami, jak konkursy czy nawet wróżby. Na takich festiwalach często odbywają się również występy wspomnianych wcześniej kół (dongari 동아리). Przykładowo koło, które zajmowało się cheerleadingiem, miało możliwość zaprezentowania się podczas festiwalu.

Zdjęcie budek podczas festiwalu

Źródło: Zdjęcie własne

To już wszystkie różnice, które udało mi się zaobserwować podczas studiowania w Korei. Jestem ciekawa, co Was najbardziej zaskoczyło i czy sami znacie jeszcze jakieś inne różnice między studiowaniem w Polsce a w Korei. Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Przygotowała: Paulina Gomółka – studentka z wymiany na University of Seoul w Korei Południowej

O Autorze